2010-12-21 13:34:05 >> Dolny Śląsk - 30.04.2010 - 03.05.2010

Pomysł spędzenia długiego, majowego weekendu na Dolnym Śląsku, przyszedł nam do głów dzięki rodzicom Tomka. Teściowie od dłuższego czasu upatrzyli sobie tamten rejon za miejsce do odpoczynku, w związku z tym ponownie się tam wybierali. Postanowiliśmy zatem „pointegrować” się nimi oraz z resztą rodziny szanownego małżonka (siostrą - Gosią, szwagrem - Kubą i wówczas 1,5-roczną siostrzenicą Zuzią). Wyjazd ten był pierwszym testem "odległościowym" dla Taradajki, zakupionej jakieś 2 tyg. wcześniej. Już wtedy odkryliśmy, jak wielkim atutem landary (Land Rover Discovery - przyp. autora) jest jej pojemność. Nasze bagaże zajmowały co prawda niewiele miejsca, jednakże chcieliśmy odciążyć samochód Teścia i zabraliśmy "osprzęt" Zuzi (uwierzcie mi na słowo, rzeczy dziecka to studnia bez dna). Sama droga była bardzo prosta. Ze względu na oszczędność czasu wybraliśmy podróż autostradą, co niestety oznaczało mękę. Po pierwsze zaczął się okres okropnych upałów. Gorąc na polu, słońce bije po oczach od asfaltu, upał w Taradajce (ehh ... czasem ta klimatyzacja by się przydała). Po drugie, gdy człowiek otwierał okno, w celu choćby lekkiego ochłodzenia, huk pędu powietrza i innych pojazdów stawał się nie do zniesienia. Ale za to, gdy już dojechaliśmy na miejsce (tj. Błażejów k/Chełmska Śląskiego), czekał na nas chłodny wieczór, jeszcze chłodniejsze, pyszne, ciemne piwko oraz wspaniałe żarełko w pobliskiej knajpce. Po takich trudach, wszystko smakowało podwójnie. Miejsce noclegowe okazało się dość specyficzne (choć i tak cudem dorwaliśmy jakiekolwiek - znów dzięki Teściom), szczególnie ze względu na przezroczystą szybę w drzwiach :D Ponieważ w pokoju były dwa wąskie tapczany (idealne dla młodych małżonków), wybraliśmy ten "szerszy" i jakoś te kilka nocy przespaliśmy. W czasie naszego pobytu udało nam się przede wszystkim przetestować samochód w terenie. Niedaleko kwatery rozciągał się las, z przyjemnymi trasami po przecinkach, z lekkim błotkiem, czyli coś w sam raz, jak na "pierwszy raz" :). Na szczęście nic nie zepsuliśmy, nie schrzaniliśmy, nie poobijaliśmy, za to trochę ubłociliśmy Taradajkę, co stanowiło dla nas już samo w sobie swoiste "namaszczenie". Oprócz rozrywek tego typu (które zajęły nam chyba większość wyjazdu - przyznaję - zachowywaliśmy się jak dzieci, które dostały wymarzone zabawki), mieliśmy sposobność odwiedzić naszych sąsiadów Czechów (chcieliśmy zobaczyć Skalne Miasto w Adršpachu oraz Teplicach, niestety kilkugodzinne (!) kolejki do kasy skutecznie nas zniechęciły), świątynię Wang + Karpacz, Twierdzę Srebrna Góra, sztolnie w Walimiu oraz kilka innych miejsc. Dolny Śląsk to idealny rejon dla każdego turysty, ze względu na mnogość zarówno zabytków, jak i tras rekreacyjnych. Dla nas wielką bolączkę stanowiło ograniczenie czasowe, które uniemożliwiło nam zobaczenie chociażby połowy obiektów z kategorii "must see". Harmonogram był tak napięty, że nie starczało nam czasu nawet na jedzenie obiadów. Niestety z naszego wyjazdu uchowało się tylko kilka zdjęć, reszta przepadła gdzieś przy okazji kopiowania plików. Liczę jednak, że kiedyś się znajdą (taka parafraza „piosenki grzybiarza”), gdy będę mieć wolną chwilę na ich poszukiwania.




 




Tagi: podróże, sylwia, turystyka, tomasz, rover, discovery, off-road, 4x4, land, jędras
skomentuj (0)




2010-12-21 11:48:10 >> Jak to się zaczęło?

Cała przygoda z terenem zaczęła się na długo przed zakupem Taradajki, właściwie w momencie mojego pierwszego spotkania z Tomkiem. Na początku okazało się, że obydwoje uwielbiamy podróżować, co z pewnością było początkowym krokiem do wykształcenia się u nas takiej, a nie innej, wspólnej pasji. Po pewnym czasie, gdzieś pomiędzy słowami, nieśmiało wymknęło mi się, że uwielbiam samochody terenowe i czymś takim chciałabym jeździć. Wtedy ambicjonalnie marzyłam raczej o starym Nissanie Patrolu, Tomek natomiast cieszył się swoją ówczesną dumą – Toyotą Celicą. Mimo tego, również fascynował go off-road i sentymentalnie wracał do czasów, gdy w telewizji oglądał relacje z Camel Trophy. Potem obydwoje dużo podróżowaliśmy, szczególnie po Polsce i południowych krajach ościennych. W międzyczasie dyskutowaliśmy nad naszym przyszłym samochodem, aż w końcu dojrzeliśmy do decyzji, że będzie to Land Rover Discovery. Po ślubie, w kwietniu tego roku, zaczęliśmy szukać wymarzonego autka. Ponieważ w życiu mamy więcej szczęścia niż rozumu, oglądnęliśmy tylko dwa oferowane samochody. Jeden, w gorszym stanie, ktoś przed nami kupił (znów więcej szczęścia ...), drugi kupiliśmy my :) Jako zupełni laicy, trafiliśmy na bardzo dobry egzemplarz, niestety nie obeszło się bez kilka błędów wynikających z naszej niewiedzy (np. nie zainwestowaliśmy pozostałych pieniędzy w przegląd Taradajki i jej naprawę), przez które później mieliśmy sporo problemów. Potem instynktownie trafiliśmy na KST Żubry (choć tak naprawdę dzięki opatrzności Naszej Klasy i pewnego zbiegu okoliczności), z którym wiążemy duże nadzieje. Do tej pory Taradajka obwiozła nas po sporej części Polski, była w Czechach oraz przemierzyła dzielnie (aczkolwiek nie bezawaryjnie) całą trasę SKANDINAVIA 2010. Mamy nadzieję, że będzie nas obwozić szczęśliwie dalej i że znajdziemy pieniądze, aby w nią inwestować wszystko co najlepsze. Chcielibyśmy też, aby od teraz kapiące ciecze z samochodu były tylko pierdołami. Bo jeśli z Land Rovera nic nie kapie, to znaczy że jest źle :)





 




Tagi: podróże, sylwia, turystyka, tomasz, rover, discovery, off-road, 4x4, land, jędras
skomentuj (0)




2010-12-13 20:36:46 >> Kilka słów o nas ...

 

Jesteśmy młodym małżeństwem, którego wspólną pasją jest szeroko rozumiana turystyka off-road. Swoje zainteresowania możemy aktywnie rozwijać od kwietnia 2010 roku, kiedy to po ślubie udało nam się do naszej rodzinki dołożyć Land Rovera Discovery I. Od tego momentu tworzymy również dość zgrany zespół, w którym ja pełnię obowiązki pilota, mój mąż natomiast kierowcy (na razie pełnimy obowiązki, bo do profesjonalizmu nam jeszcze trochę daleko). Całości dopełnia Taradajka – jak pieszczotliwie nazywamy Land Rovera. Wspólnie odwiedziliśmy wiele ciekawych miejsc zarówno w Polsce, jak i w Europie. Systematycznie próbujemy swoich sił w terenie, należymy do KST „Żubry”, staramy się również udzielać w imprezach off-road (niestety aktualnie w zawieszeniu, ze względu na ciążę). W lipcu tego roku udało nam się przemierzyć prawie 7 tysięcy kilometrów, w czasie trwania zorganizowanej przez nas, samotnej wyprawy SKANDINAVIA 2010. Wówczas odwiedziliśmy 8 państw, w tym 3 docelowe, czyli Finlandię, Szwecję oraz Norwegię. W związku z tym, że właśnie z tą pasją wiążemy swoją przyszłość, chcielibyśmy oprócz dobrej, ale i trudnej zabawy, jaką jest off-road, zajmować się promowaniem tego sportu oraz szukaniem rozwiązań ekologicznych, dzięki którym zmniejszalibyśmy szkodliwy wpływ naszych zainteresowań na środowisko. Niedługo zostaniemy także rodzicami, dlatego mamy nadzieję promować również podróżowanie z dziećmi, co w Polsce niestety dalej pozostaje usłane mitami i jest pomijane w dziedzinie turystyki.


 

Sylwia Jędras

Rocznik: 1987

Kariera zawodowa: przymiarki do założenia własnej działalności gospodarczej, wcześniej manager.

Pasje: przede wszystkim podróże, szeroko rozumiany off-road, wspinaczka górska.

Nie pogardzę również: książką, dobrą kuchnią i zimnym piwem po trasie lub na szczycie ;)

Nie lubię: głupoty, ignorancji i „dobrych rad”.

Odwiedziłam: Czechy, Słowację, Austrię, Włochy, Niemcy, Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię, Szwecję, Norwegię, Danię, Ukrainę. No i oczywiście trochę Polski. Reszta przede mną ;)

Najpiękniejsze miejsce na świecie: każde, w którym znajdują się pogodni i życzliwi ludzie.

Nie chciałabym jechać do: Amazonii, bo nie lubię robaków ;P

Najbliższe plany i marzenia: wyprawa w Karpaty Wschodnie, przez Europę do Maroka oraz na Nordkapp od strony północnego wybrzeża Skandynawii.

 


Tomasz Jędras

Rocznik: 1986

Kariera zawodowa: operator elektrodrążarek w pewnej krakowskiej narzędziowni

Pasje: black metal, perkusja i land rover

Nie pogardzę również: dobrym filmem i opowieściami o Jakubie Wędrowyczu

Nie lubię: nie używania mózgu

Odwiedziłem: Czechy, Słowację, Niemcy, Austria, Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię, Szwecję, Norwegię, Danię, Bułgarię, Grecję, Węgry, Serbię.

Najpiękniejsze miejsce na świecie: Blashyrkh :)

Nie chciałbym jechać do: dużych miast USA

Najbliższe plany i marzenia: „oszpejowanie” Taradajki, budowa „zmoty” rajdowej, wyprawa w Karpaty Wschodnie.


Land Rover Discovery vel Taradajka

Rocznik: 1995

Kariera zawodowa: Obwoziłam jakiegoś Włocha, potem gościa z okolic Bochni, a teraz obwożę tyłki dwóm (za niedługo trzem) popaprańcom z jakiejś wsi pod Krakowem.

Pasje: Wyprawy i wszystko co związane z jazdą poza asfaltem ;)

Nie pogardzę również: Błotem, wodą, piachem, ale i ładnie pachnącym płynem do spryskiwaczy oraz dobrym olejem.

Nie lubię: Krzaków, gałęzi i innych „rysujących” mnie zjawisk, papierków po hot-dogach na tylniej kanapie, braku konserwacji przed zimą.

Odwiedziłam: Trochę Polski, Czechy, Litwę, Łotwę, Estonię, Szwecję, Norwegię, Danię, Niemcy i inne kraje o których wiedzą tylko moi poprzedni właściciele.

Najpiękniejsze miejsce na świecie: mam nadzieje, że zobaczę takowe ;D

Nie chciałabym jechać do: Amazonii, bo również nie lubię robaków, z tym że na własnej szybie i reflektorach.

Najbliższe plany i marzenia: lift, bagażnik dachowy, wyciągarka, nowy zderzak na przód i tył, porządne MT-ki i tak mogłabym wymieniać ;)

 



Tagi: podróże, sylwia, turystyka, tomasz, rover, discovery, off-road, 4x4, land, jędras
skomentuj (0)







| Layout by Nemain |



Księga

Zobacz
Wpisz się


Archiwum

2010
grudzień



Linki



Ranking blogów

Ranking i toplista blogów i stron

Toplista blogów.

Najlepsze Blogi

Liczniki na stonę